Natalia Harasimowicz o lęku, depresji, dbaniu o psychikę i nie tylko [Wywiad]

Natalia Harasimowicz to psycholożka i psychoterapeutka w trakcie certyfikacji, a także członkini Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej oraz Stowarzyszenia Psychologów Sądowych w Polsce. Posiada też szkolenie trenerskie i akredytację coachingową. Ja miałam okazję zapytać Panią Natalię o terapię poznawczo-behawioralną, o badanie osób ubiegających się o posiadanie broni, coaching, psychodietetykę, depresję i o wiele innych ciekawych rzeczy. Zapraszam!

                                                                                                fot. materiały prasowe
Na początek chciałam się zapytać, czym się różni psycholog od psychoterapeuty?

Psycholog uzyskuje uprawnienia do zawodu po ukończeniu studiów magisterskich. Kiedyś to były jednolite studia magisterskie, a teraz jest możliwość ukończenia studiów jako drugiego kierunku i taką możliwość oferuje SWPS. Tam się robi 3,5 roku studiów, jak już się ma tytuł magistra z innego kierunku. Natomiast w praktyce ilość godzin jest bardzo podobna do studiów pięcioletnich, bo tam zajęcia są od rana do wieczora, a zjazdy są co tydzień albo co 2 tygodnie. Natomiast cały czas funkcjonuje zawód psychologa jako ukończenie pięcioletnich studiów magisterskich. Dopiero wtedy można zacząć pracować w instytucjach publicznych. Można pracować w placówkach penitencjarnych, na oddziale medycznym. W szpitalach te etaty psychologa są bardzo okrojone - na oddział radiologiczny czy onkologiczny przypada jeden psycholog na x pacjentów. Bez tytułu magistra nie można tam pracować. Psycholog z tytułem magistra może pracować w ośrodkach adopcyjnych, w hospicjach, w szkole, może wydawać opinie, może prowadzić badania psychotechniczne w medycynie pracy, czego nie może robić „nie-psycholog”. Psycholog może też skończyć podyplomowe studia roczne i zostać psychologiem transportu. Wtedy może wydawać orzeczenia związane z otrzymywaniem prawa jazdy albo uzyskiwaniem uprawnień na auta powyżej 3,5 tony. Psycholog może też orzekać o możliwości posiadania broni, ale to dopiero, kiedy ukończy pięcioletni staż. Psycholog to jest zawód niemedyczny, ale należący do grupy zawodów medycznych. Natomiast psychoterapeuta… W Polsce jest to osoba, która nie musi mieć nawet żadnych studiów. Czyli można otworzyć gabinet terapeutyczny nawet będąc po szkole średniej. Gdybyśmy jednak chcieli iść do psychoterapeuty, to dobrze byłoby, gdyby to była osoba, która ukończyła 2, a najlepiej 4 lata całościowego szkolenia psychoterapeutycznego. Jest to szkolenie podyplomowe. W większości szkół psychoterapii na to szkolenie dostają się osoby, które są magistrami psychologii. Ale niektóre szkoły wpuszczają również psychiatrów albo pedagogów, czasami pielęgniarki. Na przykład, żeby zostać terapeutą uzależnień, można być pielęgniarką i później iść do szkoły terapii uzależnień. Czyli niekoniecznie trzeba być psychologiem, żeby zostać psychoterapeutą, chociaż większość szkół psychoterapii wymaga wykształcenia psychologicznego lub psychiatrycznego od przyszłych psychoterapeutów. Psychoterapeuta może pracować w poradni zdrowia psychicznego po drugim roku szkolenia - jeżeli jest to szkolenie uznane przez Ministerstwo Zdrowia jako szkolenie psychoterapeutyczne, określone w ustawie. Są trzy nurty terapeutyczne, promowane przez MZ, z którymi można pracować w jednostkach publicznych: nurt psychodynamiczny, systemowy i poznawczo-behawioralny. Nurt Gestalt nie jest uznawany przez Ministerstwo Zdrowia. Czyli psychoterapeutą można zostać, kiedy się chce, na skutek różnych szkoleń. Najkrótsze szkolenie quasi-psychoterapeutyczne to jest na przykład Racjonalna Terapia Zachowania, które trwa 3 dni. Jest też dużo tzw. coachów, którzy fajnie pracują z ludźmi. Jeśli ktoś wybiera się na psychoterapię, fajnie, jakby sprawdził sobie wykształcenie i nurt terapeutyczny, w jakim pracuje dana osoba, ponieważ te nurty zasadniczo się od siebie różnią.

Wspomniała Pani o terapii poznawczo-behawioralnej. Na czym ona polega?

Prekursorem tego nurtu był psychiatra Aaron Beck. On ukończył szkolenie psychoanalityczne i zaczął pracować w szpitalach. Jego matka była przewlekle chora na depresję. Zauważył on, że oddziaływania terapeutyczne, których się wyuczył, nie działają na dużą część pacjentów, ale także, że pacjenci wykazują się pewną specyfiką poznawczą w funkcjonowaniu przy obniżonym nastroju i zaburzeniach lękowych. Zaczął rozwijać badania na ten temat i stworzył koncepcję specyfiki poznawczej danego zaburzenia.

Praca w nurcie poznawczo-behawioralnym polega na tym, że jeżeli wykazujemy określone objawy danego zaburzenia (na przykład zaburzenia lękowego lub depresyjnego), możemy w wywiadzie z pacjentem znaleźć takie same treści poznawcze, jak u innych pacjentów mających te same objawy. Daje to pole do tego, żeby zastosować protokoły terapeutyczne, czyli preferowane metody leczenia danej choroby. Jeżeli na przykład zdiagnozujemy u pacjenta depresję, to pracujemy zgodnie z przebadanym wcześniej protokołem terapeutycznym. To jest bardzo ciekawe, ponieważ nie bazujemy na tym, co ja jako terapeuta sobie wymyślę, tylko tym, co jest rekomendowane, jest zalecane i wykazuje się skutecznością. Sam nurt polega na tym, że pracujemy nad modyfikacją niefunkcjonalnych przekonań na temat siebie, świata i innych ludzi oraz – najczęściej – przyszłości. Pracujemy też nad modyfikacją zachowań. Czyli część poznawcza to praca nad przekonaniami, a behawioralna – nad zachowaniami.

Rozumiem. A Pani wspomniała o depresji – jak możemy rozpoznać tę chorobę?

O depresji można bardzo długo mówić. Można zrobić sobie taki ogólnodostępny test depresji Becka. Jest na tyle wystandaryzowany, że wykonują go interniści, psycholodzy, psychoterapeuci, możemy też sami go wykonać. Jeżeli objawy z tego inwentarza utrzymują się co najmniej 2 tygodnie, to znaczy, że możemy rozpoznawać depresję. Jeżeli objawy są krótsze, na przykład trwają 1-2 dni, to mamy do czynienia z wahaniami nastroju (np. normalną reakcją smutku w odpowiedzi na smutne wydarzenie). Depresja trwa powyżej 2 tygodni i jest związana najczęściej ze zmianą w myśleniu, zachowaniu i funkcjonowaniu fizjologicznym. Zmiany fizjologiczne to takie, kiedy na przykład zmienia się nasz rytm snu, jedzenia i aktywności seksualnej – albo zaczynamy więcej jeść, albo bardzo chudniemy, ale nie dlatego, że się odchudzaliśmy; jeżeli przesypiamy większą część dnia albo zaczynamy cierpieć na bezsenność; jeżeli tracimy zainteresowanie seksem i bardzo nam spada libido.  U niektórych pacjentów poziom libido się podnosi i ono służy rozładowaniu napięcia.Ale jeśli zachodzi znacząca zmiana fizjologiczna i ona się utrzymuje powyżej 2 tygodni, to już jest pierwszy ważny sygnał. Drugi sygnał jest wtedy, jeśli zachodzą zmiany w funkcjonowaniu poznawczym, polegające na tym, że siebie zaczynamy postrzegać jako osobę słabą, gorszą, bezradną. Pacjenci z depresją często postrzegają siebie jako osobę winną, jako kłopot i obciążenie dla innych. Świat zaczynamy postrzegać jako przytłaczający, nie do opanowania, rzadziej jako niebezpieczny. Ludzie zaczynają być przez nas postrzegani jako dalecy, oddaleni, my interpretujemy siebie jako samotnych. Trzeci sygnał to funkcjonowanie emocjonalne, czyli przeżywamy smutek i obniżony nastrój.  Albo odczuwamy anhedonię, czyli nieodczuwanie przyjemności – jedzenie, które nam zwykle smakowało, przestaje nam smakować, coś, co nas rozluźniało, przestało to robić, ludzie czy aktywności, które przynosiły nam chwile ulgi lub przyjemności, przestały je przynosić. I to też się utrzymuje powyżej 2 tygodni. Pacjenci, którzy przychodzą do gabinetu, często skarżą się na to, że zaczęli gorzej funkcjonować poznawczo: na przykład mają problemy z myśleniem lubpamięcią krótkotrwałą. Zwykle depresję rozpoznajemy dlatego, że, kiedy zrobimy sobie takie badanie przesiewowo-poznawcze, to jest to bardziej problem z uwagą – ta uwaga jest znacznie mniejsza, więc pacjent nie zapamiętuje jakichś informacji. Często pacjenci się boją, że pojawiła się demencja, a chodzi o to, że po prostu wolniej chodzi mózg. Jest mniej aktywny i ta uwaga się gorzej trzyma. Jest też mniejsza przerzutność uwagi, czyli kiedy skoncentrujemy się na treści negatywnej, to układowi nerwowemu trudniej jest się przerzucić na treść pozytywną. U pacjentów pojawia się myślenie tunelowe, czyli są niepodatni na zmianę nastroju w trakcie rozmowy – mają cały czas jednostajny, obniżony nastrój. Mogą też budzić bardzo dużo irytacji w innych osobach.

A w jaki sposób leczy się depresję?

Obecnie, jeżeli chodzi o zalecenia, to są to leki antydepresyjne połączone z psychoterapią – najczęściej poznawczo-behawioralną. Jest taka strona – NICE, gdzie często pojawiają się rekomendacje odnośnie leczenia danego zaburzenia. Terapia poznawczo-behawioralna jest najczęściej rekomendowana, systemowa też. Generalnie – połączenie farmakoterapii i psychoterapii. Jeżeli mamy epizod niepowikłany, to po około 3 miesiącach można zobaczyć w pacjencie bardzo dużą zmianę.

A na czym polega terapia systemowa, o której Pani wspomniała?

Nie stosuję jej, więc za bardzo się nie wypowiem. Ale generalnie jest to terapia związana z funkcjonowaniem w rolach rodzinnych. Często stosuje się ją w terapii par lub terapii rodzin. Założenia terapii systemowej są bardzo ciekawe i podobne do terapii poznawczo-behawioralnej. Na przykład jedną z gałęzi terapii poznawczo-behawioralnej jest terapia schematów i tam mówimy o rolach, schematach i trybach, w których jesteśmy, m.in. „tryb dorosłego” lub „niegrzecznego dziecka”. W terapii schematów również możemy sporządzać interpretacje  siebie i swojej rodziny. Pokazuje się też mity rodzinne, przekazy i role rodziny. Jest to po to, aby zrozumieć, dlaczego na przykład byłam delegowana do pewnych zadań albo dlaczego nie przeżywam pewnych, na przykład zakazanych w rodzinie, emocji. Terapia systemowa skupia się na systemach, w których się wychowaliśmy. Skupia się też na założeniach, że system oddziałuje na jednostkę, a jednostka - na system.

Okej, dziękuję. A po co nam jest lęk? Może być dla nas przydatny?

Lęk jest nasza podstawową emocją. Bez posiadania lęku prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie się obronić przed zagrożeniem. Często pacjenci, którzy przychodzą do gabinetu, chcą się pozbyć lęku. Nie jest to do końca dobry cel terapeutyczny, ponieważ nie jesteśmy w stanie sprawić, że lęku nie będzie. Raczej możemy pracować nad tym, żeby lęk nie był nadmiarowy, nie utrudniał nam codziennego funkcjonowania, żeby radzić sobie z nim, żeby go akceptować, żeby wiedzieć, kiedy daje nam jakie sygnały, jak za tymi sygnałami pójść, i jak wykorzystać go na swoją korzyść. Bardzo łatwo jest nauczyć się bać różnych rzeczy i to może być przeszkadzające dla pacjentów. Pacjenci mogą mieć poczucie, że lęk nie jest adekwatny - na przykład mają prezentację, a ten lęk przeszkadza im w przygotowaniu się do niej. Ale gdyby tego lęku w ogóle nie było, to pacjent nie miałby żadnej motywacji do tego, żeby się przygotować. Jeżeli mamy patologicznie obniżony poziom lęki, mamy skłonność do zachowań antyspołecznych. Warto zastanowić się, czy jest taki obszar, w którym lęk faktycznie przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. Jeśli chodzi o psychoterapię, najczęściej pracujemy z fobią społeczną, czyli lękiem przed innymi ludźmi, przed byciem ocenionym przez innych ludzi, zrobieniem czegoś głupiego przy innych. Bardzo dużo mamy w tym roku lęku hipochondrycznego, czyli lęku o zdrowie, lęku przed zachorowaniem, przed tym, że ktoś zachoruje na jakąś ciężką, niekontrolowaną chorobę. Mamy też lęk uogólniony, czyli podwyższony lęk związany z przynajmniej 3 dziedzinami w życiu. Plus zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, czyli lęk skoncentrowany na wykonaniu danej czynności, bo inaczej coś się może zdarzyć. Jeżeli zachowań zabezpieczających występuje na tyle dużo, że nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować w ciągu dnia, tylko musimy coś odkładać i z czegoś rezygnować, wtedy to jest sygnał do psychoterapii. Zachowania zabezpieczające to na przykład rezygnacja ze studiów, jeżeli  boję się jakiejś prezentacji, albo niewychodzenie z domu, albo przygotowywanie się nieustannie przez 2 tygodnie do tej prezentacji. Czyli będziemy bardzo ograniczać nasze życie po to, żeby jakoś zabezpieczyć się przed lękiem, który i tak wystąpi, i to w dodatku mocniejszy, bo koncentrujemy się na unikaniu, a nie konfrontacji. Generalnie, na co dzień chodzimy z lękiem i warto się do niego przyzwyczaić, bo to jest naturalna część życia. Terapia ACT jest odnogą terapii poznawczo-behawioralnej i ona koncentruje się na tym, w jaki sposób realizować  swoje życie, żeby było warte przeżycia, ale w zgodzie z tymi trudnymi emocjami. Chodzi o to, żeby przyjmować trudne emocje jako codzienność, ale żeby przy tym wszystkim iść w stronę życia, jakie chcielibyśmy mieć.

Ukończyła Pani kurs „Narzędzia terapii Gestalt w coachingu”. Na czym ta terapia polega?

Terapia Gestalt jest kolejną terapią, o której niewiele się wypowiem, bo jej nie praktykuję. Natomiast jest to terapia, w której mocno koncentrujemy się na danej chwili i przeżyciu, jakie z niej płynie. Czyli wychodzimy od emocji. W terapii poznawczo-behawioralnej wychodzimy od zachowań i myśli na temat siebie, na temat świata i innych, w terapii systemowej od rodziny, a w terapii Gestalt – od tego, co odczuwasz i gdzie to odczuwasz – czy to jest emocja, czy to jest napięcie. I od tego idziemy w stronę myślenia: kiedy to poczułeś pierwszy raz? Jak to poczułeś? Jak sobie z tym napięciem radzisz? Co ono dla Ciebie znaczy? Wszystkie te nurty – systemowa, Gestalt, poznawczo-behawioralna – mają dla mnie głęboki sens. Im więcej rozmawiam z moimi znajomymi, którzy reprezentują te nurty, tym bardziej widzę, że w każdym chodzi o podobne rzeczy. Być może idziemy nieco innymi ścieżkami, innymi metodami, ale idziemy mniej więcej w tę samą stronę. WGestalcie dużo jest ćwiczeń praktycznych, na przykład związanych z odczuwaniem emocji, podkręcaniem ich, podkręcaniem czucia, ugruntowywaniem siebie w tym czuciu. I dopiero potem przechodzimy do rozmowy na temat tego, z czym nam się te emocje kojarzą. Tak ja kojarzę Gestalt, ale nie mogę być w pełni obiektywna w tym momencie.

A czym jest coaching?

Dla mnie coaching to jedna z metod wspierających rozwój osobisty. Są różne odmiany coachingu, ale ogólnie jest to metoda, w której zadajemy klientowi pytania pobudzające do refleksji, do myślenia. Mają one zbliżyć klienta do osiągnięcia celu, z którym przychodzi na sesję coachingu. Kiedy ja uczyłam się coachingu, to była taka zasada, że cel ustalamy na bardzo wczesnym etapie, już na pierwszej sesji. Nie przychodzimy ogólnie porozmawiać, tylko wybadać, jaki to jest cel. Sprawdzamy też, po co jest ten cel, do czego większego doprowadzi klienta, dlaczego chce go realizować. Niekoniecznie jest tak, że klient przyjdzie z jednym celem i z dokładnie tym samym wyjdzie. Być może trzeba pomóc ten cel zdefiniować. Na przykład: po co są Ci pieniądze? Żeby zabezpieczyć moją rodzinę. Po co chcesz zabezpieczyć swoją rodzinę? Rodzina jest dla mnie największą wartością i chcę, żeby dobrze się czuli. Czyli pracujemy nad tym, żeby klient mógł realizować tę wartość. Coaching to proces pozbawiony diagnozy klinicznej i psychopatologicznej, która jest obecna w psychoterapii i w pracy z psychologiem. Klienci mogą zacząć od coachingu, a jeżeli się okaże, że jest coś, nad czym trzeba dłużej popracować, to wtedy można się udać do psychoterapeuty. Coaching też może prowadzić do głębokich zmian – na przykład mamy coachów kariery, relacji, rodzicielstwa. Czyli idziemy podnieść swoje umiejętności związane z daną dziedziną, ale nie po to, żeby ktoś nam powiedział, jak to zrobić, tylko po to, żeby razem z tą osobą odkrywać, jak to zrobić. To jest też proces dość dynamiczny, ponieważ pomiędzy sesjami mamy do wykonania różne zadania.

Pani ukończyła też kursy z dziedziny psychodietetyki. Chciałam zapytać, na czym ona polega?

Psychodietetyka to taka dziedzina, w której zajmujemy się relacją klienta z jedzeniem. Praca nad tym, żeby schudnąć/przytyć/nabrać masy/zmniejszyć ją to nie tylko praca z jedzeniem, ale też z głową. My skądś się nauczyliśmy, że jedzenie jest jakąś wartością – nagrodą albo karą. Kulturowo też wiemy, że jedzenie coś nam mówi, albo coś daje, albo zabiera. Pracujemy też nad tym, czym jest dla nas sylwetka, i jakie mamy z nią skojarzenia. Psychodietetyka to jest taki dział, w którym zajmujemy się tym, jak klient może nawiązać zdrową relację z jedzeniem. Często są na przykład 10tygodniowe spotkania w grupie i na każdym spotkaniu jest omawiane jakieś zagadnienie związane z jedzeniem. Później omawiamy, jak się czujemy w danym procesie. Czyli w psychodietetyce jest element wiedzy, pracy nad sobą i grupy wsparcia, która gromadzi się, bo ma podobny problem do przepracowania.

Na swojej stronie napisała Pani, że zaprasza do siebie osoby nieheteronormatywne. Z jakimi problemami one do Pani trafiają?

Z takimi, jak inne osoby - na przykład z zaburzeniami lękowymi lub depresyjnymi. Tu nie ma jakiejś wielkiej różnicy. Ale generalnie, wszystkie grupy, które w naszym kraju nie mają równych praw, a jest bardzo dużo takich grup – łącznie ostatnio choćby z kobietami, zgłaszają stres mniejszościowy, poczucie bycia wykluczonym, cierpienie z powodu braku równych praw w kraju, w którym się znajdują. Czyli na przykład kwestia zajścia w ciążę, posiadania dzieci, konstytuowanie związku w prawie jako związku partnerskiego, reakcji bliskich, i oczywiście kwestia nietolerancji i przemocy, a także traumy związanej z byciem ofiarą tej przemocy.

Należy Pani do Stowarzyszenia Psychologów Sądowych w Polsce. Na czym ta psychologia sądowa polega?

Akurat ja należę do tego Stowarzyszenia, ponieważ posiadam uprawnienia do orzekania, czy ktoś może mieć broń. Samą psychologią sądową nigdy się nie zajmowałam, więc nie mam się, jak wypowiedzieć.

Okej, rozumiem. A jak wygląda badanie osób, które ubiegają się o posiadanie broni?

To bardzo długie badanie – trwa kilka godzin, chyba że ktoś bardzo szybko pisze i wypełnia dużo testów. Jeżeli ktoś ubiega się o posiadanie broni w Polsce, musi być w pełni zdrowy psychicznie. Orzekamy o tym, czy występują znaczące trudności w funkcjonowaniu psychologicznym w momencie wykonania badania. Stan psychiczny jest zmienny, więc ja nie mogę orzec, czy za rok coś się u danej osoby nie zmieni. Jeżeli mamy orzec o braku poważnych przeciwwskazań psychologicznych do posiadania broni, należy przebadać pacjenta pod kątem zaburzeń afektywnych, poznawczych, zaburzeń osobowości, poziomu inteligencji, struktury osobowości, radzenia sobie ze stresem, itd. Motywację też trzeba sprawdzić, ponieważ w Polsce panuje prawny zakaz posiadania broni. Broń mogą posiadać pracownicy służb mundurowych, ale oni nie przychodzą na badania zewnętrzne, tylko są badani w ramach jednostki zatrudnienia. Broń może też posiadać osoba zajmująca się strzelectwem sportowym. Albo ktoś się zgłasza o pozwolenie na posiadanie broni do ochronyosobistej, ale to bardzo rzadko się zdarza. Badanie w praktyce obejmuje bardzo dużo testów – 2-3 testy osobowości, test inteligencji, testy funkcjonowania poznawczego na inteligencję, na język, na pamięć, na funkcje wzrokowo-przestrzenne… Trzeba też sprawdzić historię uzależnień, przeprowadzić wywiad z pacjentem. Zatem trzeba się przygotowaćna przynajmniej 3 intensywne godziny.

Rozumiem. Pani ukończyła też studia z psychologii transportu. Co ma wspólnego psychologia z transportem?

W transporcie potrzeba psychologów, którzy orzekają, czy ma się sprawność psychoruchową do prowadzenia pojazdów lub pojazdów uprzywilejowanych. Albo, jeżeli ktoś stracił prawo jazdy w wyniku przekroczenia punktów karnych albo z powodu prowadzenia pod wpływem alkoholu, wtedy należy przeprowadzić badanie psychologiczne. Albo, jeśli ktoś spowodował wypadek, to też musi się udać do psychologa, żeby sprawdzić, czy ta osoba wykazuje odpowiedni poziom inteligencji, czy poznawczo była w stanie zrozumieć, jaka była sytuacja na drodze, dlaczego stało się to, co się stało. Czy ma odpowiednie zdolności psychoruchowe, czyli na przykład odpowiedni czas reakcji, czy występuje uczenie się, czy jest w stanie zapamiętać dany materiał, czy nie, i oczywiście – struktura osobowości, czyli czy nie zrobi komuś krzywdy tym, że prowadzi TIR albo autobus.

Ukończyła Pani program trenerski Trener Biznesu – Trener w Organizacji. Czym taki trener się zajmuje?

Również nie pracuję jako trener biznesu, więc ciężko mi powiedzieć. Sam program był związany z tym, jak zarządzać zespołem, jak rozwiązywać konflikty, w jaki sposób wprowadzać zmiany w zespole. Często trenerzy są wynajmowani, żeby wspierać duże organizacje, na przykład korporacje, żeby pracownicy lepiej funkcjonowali albo ze sobą, albo w zarządzaniu.

Jak Pani zdaniem pandemia może wpłynąć na ludzką psychikę? Czy wszyscy będziemy potrzebować specjalistycznej pomocy, czy niekoniecznie?

Wydaje mi się, że niekoniecznie. Trudno powiedzieć, ponieważ badania w tej kwestii są sprzeczne. Nie możemy powiedzieć, że pandemia wpłynęła jednoznacznie źle. Prawdopodobnie trzeba będzie zaczekać – myślę, że badania postpandemiczne będą najbardziej adekwatne, żeby zobaczyć w wymiarze długofalowym, jak zmieniła się kondycja ludzi. Pandemia na pewno wpłynęła na izolację społeczną - jeżeli mamy osoby samotne, które interpretują siebie jako osoby samotne, to one najprawdopodobniej przejdą tę pandemię najgorzej. Izolacja społeczna jest bardzo silnym predyktorem wystąpienia zaburzeń depresyjnych. Dlatego w pracy z depresją poszukujemy wsparcia społecznego dla pacjenta - sam kontakt z terapeutą już jest pewnego rodzaju wsparciem. Musimy zmienić przekonanie pacjenta na temat tego, że: „Jestem sam na świecie i to się nigdy nie zmieni. Nikt mi nie pomoże” na: „Są ludzie, z którymi mogę porozmawiać. Mogę gdzieś wyjść. Jestem częścią społeczności”.

Może więcej być przypadków zaburzeń lękowych, związanych z lękiem o zdrowie – prawda jest taka, że bardzo adekwatnych w tym momencie. Może być więcej przypadków PTSD – jeżeli ktoś jest przedstawicielem służb medycznych. Praca w medycynie w Polsce jest w tym momencie bardzo traumatyzująca –jest dużo stykania się ze śmiercią i z bezradnością. PTSD czyli stres posttraumatyczny występuje wtedy, kiedy doświadczamy wydarzeń, które przekraczają naszą zdolność poradzenia sobie z nimi. Zatem w pandemii siłą rzeczy zwiększa się ryzyko wystąpienia PTSD. Do tego patrzenie na śmierć, na cierpienie, lęk o bliskich - to może zwiększać ryzyko zaburzeń lękowych. Plus ograniczenie aktywności fizycznej i obniżenie dobrostanu fizjologicznego też wpływa depresyjnie i może nasilać zaburzenia lękowe, bo nie mamy, gdzie rozładować tej energii. Nasze ciało też zaczyna cierpieć i inaczej funkcjonować. Ale są też aspekty pozytywne – na przykład te związki, które są dobre, umacniają się. Być może doszło do wartościowania pewnych rzeczy – na przykład rzeczy, które kiedyś dla pacjentów były niezbędne, teraz już nie są tak ważne. Jeżeli chodzi o zaburzenia lękowe, należy je ostrożnie diagnozować, bo obecny czas po prostu jest czasem lękotwórczym. To nie jest tak, że porozmawiamy o pandemii i już się nie boimy. Mamy informacje, które sprawiają, że ten lęk jest adekwatny. Jest to sytuacja, nad którą nie mamy kontroli, więc podwyższony lęk jest jak najbardziej uzasadniony, a co z tego wyjdzie, to zobaczymy. Na pewno warto na co dzień pracować z tym lękiem. Skonsultować się, jeżeli ktoś się gorzej czuje. Lepiej zapobiegać, niż później leczyć.

I ostatnie pytanie: jak możemy zadbać o naszą psychikę? Nie tylko teraz, w pandemii, ale też później?

Najlepiej zrobić sobie taki „torcik aspektów, z których składa się moje codzienne życie”. Zwykle życie składa się z takich aspektów, jak funkcjonowanie rodzinne, z przyjaciółmi, w pracy, zawodowe, edukacyjne, rozwój osobisty, czas wolny, hobby, praca nad swoją fizycznością, emocjonalnością, nad robieniem tego, co sprawia, że zapominamy o całym świecie. Każda osoba inaczej może sobie to rozpisać. Wtedy możemy spróbować zakolorować taką część danej ćwiartki, którą czujemy, że spełniamy danego dnia. Na przykład ja dzisiaj dbam o swoje zdrowie psychiczne – uczęszczam w psychoterapii, raz na jakiś czas biorę udział w warsztatach, które mi służą, czytam książki. Czyli jakiś ¾ ćwiartki mam zagospodarowane i myślę, że robię bardzo dużo. Ale w zakresie zdrowia fizycznego już nie – od roku nie ćwiczę, nie jem zbyt zdrowo, czuję, że moje ciało często mnie boli. Sprawdzając te nasze aspekty, warto zastanowić się, czy za rok czy dwa chciałabym, żeby wyglądały tak samo, czy wolałabym, żeby wyglądały inaczej? Co chciałabym zmienić? Jeżeli spojrzymy holistycznie na nasze życie, to będziemy mieć tak naprawdę gotowe wskazówki, nad czym możemy pracować. Kierujemy się swoją intuicją, bo my tak naprawdę wiemy, co nam służy, a co nie.

Z takich podstawowych rzeczy to jeszcze warto dbać o swoje ciało i swojego ducha. Dla jednej osoby będzie to czytanie książek, dla innej uczestnictwo w grach online, dla jeszcze innej modlitwa. Każdy musi sam zadecydować, czego potrzebuje. Ale wiadomo, im bardziej nasze ciało jest sprawne, tym psychika jest w lepszym stanie. I takie rozwiązywanie problemów na bieżąco: nie odkładanie, nie myślenie życzeniowe. Robienie planów na przyszłość, które są realistyczne i do zrealizowania, czyli nie na przykład: „Za 2 lata chcę mieć domek na Teneryfie”, tylko to, co mogę zrobić dzisiaj, na przykład: „Dzisiaj mogę posprzątać w szafie”. Robienie małych rzeczy na co dzień i szukanie codziennie sprawstwa, bo ludzie bardzo działają na brak kontroli i na posiadanie kontroli. Jeżeli naszym planem będzie robienie małych rzeczy, na przykład porządków lub oglądanie serialu i rozmowa o nim z przyjacielem, to będziemy mieć poczucie sprawstwa i kontroli w życiu. Tworzenie fajnych związków i niepozostawianie w związkach toksycznych. Rozwiązywanie konfliktów wewnętrznych. To jest bardzo dużo. Ogólnie, jestem zdania, że czegokolwiek nie zaczną Państwo robić w jednej chociaż ćwiartce, to w innych też zacznie się coś dziać. To, co jest istotne, to zmiana nawyków i zmiana zachowania. Jeżeli będziemy więcej robić rzeczy pozytywnych, a mnie negatywnych, to na pewno wpłynie to na nasze zdrowie psychiczne.

Bardzo dziękuję za rozmowę J



Rozmawiała: Agnieszka Szachowska

Komentarze